Historia
ta zaczyna się wraz z końcem roku szkolnego. Gdy Wiola, dziewczyna o rzadko
spotykanych, rudych włosach oraz niebieskich jak ocean oczach, szła do pierwszej
klasy gimnazjum i musiała rozstać się z najlepszą przyjaciółką Samantą, osobą o
brązowych jak drewno włosach i oczach. Cztery dni przed końcem podstawówki
spotkały się w parku, gdzie siedem lat temu przysięgły sobie wieczną przyjaźń. Zegar
już dawno wybił osiemnastą i szykował się teraz by ogłaszać dziewiętnastą. Jeszcze
było jasno, ale hałasy dzieci, biegających
na placach zabaw, ucichły. Przyjaciółki zbliżały się do ciebie coraz bliżej, usiadły na
kamiennej fontannie, lecz nic nie mówiły. Niezręczną ciszę przerwała Samanta:
-
To wszystko niedługo się skończy, nie będziemy razem w klasie – odezwała dość
smutnym tonem.
-
Na to wychodzi - odpowiedziała Wiola również takim głosem.
Przytuliły
się, choć brązowooka tego nie
lubiła, ale dla przyjaciółki zrobiła wyjątek.
-
Będę tęsknić - dopowiedziała przez słone łzy, spływające na policzku.
-
Ja też - szepnęła na ucho rudowłosej. Oddaliły się od siebie.
-
Sam, tutaj obiecałyśmy sobie, że będziemy przyjaciółkami na zawsze, a teraz
przysięgnijmy sobie, że nigdy o sobie nie zapomnimy! - rzekła ocierając oczy.
-Tak! I będziemy do siebie pisać i dzwonić, nawet codziennie! - to
powiedziawszy, dokończyła przysięgę.
Wtedy
przypomniał im się ten dzień, kiedy jako siedmioletnie dziewczynki
przypieczętowały obietnicę specyficznym uściskiem ręki, przez siebie
wymyślonym. Po tych wspominkach rozmawiały dalej, ale już o innych rzeczach,
aby nie myśleć o rychłym rozstaniu. Po jakiejś godzinie obie wracały do domu. U
Sam słychać było samo szczekanie psów.
-
No tak wieczorny spacer - pomyślała.
W
tym czasie u Wioli panował spokój, jej mama miała wrócić bardzo późno. Wyciągnęła
z szafki albumy na zdjęcia, usiadła się na łóżku i oglądała wspólne chwile,
spędzone z Sam, od momentu samego poznania się. Na sam widok łzy napłynęły do
jej oczu. Gdy zobaczyła zdjęcia z balu szóstoklasistów, wybuchła płaczem, nie
mogła się powstrzymać. Wtedy przypomniała sobie jedno zdanie, które powtarzała przez
ostatnie dwa lata: "Ja chce już być
w gimnazjum, odpocząć od tych dzieciaków z tej szkoły", a teraz:
-
Chce zostać tu gdzie jestem... nie chce tam... chce być tutaj... Jak ten czas
szybko leci, czemu ?! - płakała tak
jeszcze z pół godziny, aż zmęczona poszła spać.
Ostatnie
chwile spędzone z klasą minęły spokojnie. Oglądali filmy, rozmawiali o wybranych
"nowych" szkołach i o przebiegu zakończenia roku.
Aż
nadszedł ten dzień. Był to 22 czerwca. Wszyscy wyglądali pięknie i elegancko, ubrani
na galowo. Uroczystość przebiegła dobrze. Ostatni raz można było zobaczyć Sam w
poczcie sztandarowym, później oddała symbol szkoły pod opiekę ówczesnych klas
piątych. Po wręczeniu dyplomów i
podziękowań, i po wpisaniu się do "Księgi Absolwentów'', młodzież rozeszła
się, po raz ostatni, do swoich klas, gdzie odbyło się rozdanie świadectw. Po
pożegnalnych słowach wychowawczyni, uczniowie ze łzami w oczach przytulili swoją
byłą panią i obiecali, że ją odwiedzą. Każdy żegnał się z każdym, nie
zatrzymując płaczu, udali się do innych nauczycielek, dziękując za wszystko.
Potem każdy rozszedł się w swoją stronę, drogą prowadzącą do gimnazjum.
Większość szła samotnie ocierając
spuchnięte, czerwone, szkliste oczy. Sam i Wiola idąc razem z dokumentami które
miały złożyć w swoich szkołach, odwiedziły obydwa gimnazja. Później poszły do
centrum handlowego, by coś zjeść i uczcić dziesiątą rocznicę poznania się.
Zjadły swoje ulubione kanapki, popijając zimną lemoniadą . Nie mówiły za dużo,
ale spędziły ten dzień razem.
Teraz
czekały je tylko wakacje. Niestety Sam wyjechała na trzy czwarte z nich. Wiola
przez czternaście dni była na koloniach. Urodziny spędziła sama, lecz jej
przyjaciółka pamiętała o niej. Napisała sms'a i kupiła jej mały prezent na
urodziny oraz przeprosiła, że jej nie ma.
W
mgnieniu oka zostały tylko dwa tygodnie wakacji. Czas na zakupy przed szkołą.
Obie dziewczyny dostały się tam, gdzie chciały - Sam do prestiżowej, prywatnej placówki, do klasy dwujęzycznej
z językiem hiszpańskim, a Wiola poszła
do publicznego gimnazjum, które było wzorowane na szkołach brytyjskich i
francuskich. Jej imię znalazło się na liście klasy francusko-angielskiej. Przez następny tydzień
nie widziały się, tylko rozmawiały ze sobą przez
Skype'a lub pisały sms'y. Wtedy zaczęło się piekło.
Oto prolog opowieści Luny. Mam nadzieję, że się wam spodoba.
OdpowiedzUsuń